Google zaczęło rozsyłać wydawcom zaproszenia do programu, w którym płaci za treści wykorzystywane przez Gemini, AI Overviews i AI Mode. Model rozliczeń to pay-per-use: bez opłaty z góry, z miesięcznym licznikiem zarobków wbudowanym w Search Console i z prawem wyjścia w dowolnym momencie. Jak podaje serwis Digiday, do pilotażu zaproszono co najmniej kilkudziesięciu wydawców, a pierwsze wypłaty część z nich określa jednym słowem: grosze.
Co dokładnie ogłoszono i skąd to wiemy
Informacja o programie nazwanym AI contribution pilot nie pochodzi z oficjalnej konferencji ani z wpisu na blogu Google Search Central. Digiday opisał ją 14 września 2026 roku na podstawie rozmów z wydawcami, którzy dostali zaproszenie, oraz z osobami, które zdecydowały się nie wchodzić do programu. Google potwierdziło istnienie pilotażu wcześniej, ale w sposób bardzo lakoniczny: w czerwcowym wpisie firma napisała, że testuje, jak najlepiej wynagradzać treści wysokiej jakości.
Wątek ma dłuższą historię. Już 13 kwietnia serwis Search Engine Roundtable zauważył w dokumentacji pomocy Search Console odwołanie do czegoś, co nazywało się AI contribution pilot. Wtedy nie było wiadomo ani co raport pokazuje, ani kto ma do niego dostęp. Dziś wiemy więcej: to nie tylko raport widoczności, ale mechanizm rozliczeń finansowych.
Warto podkreślić, o czym ten program nie jest. Nie jest to kontynuacja Google News Showcase ani duża umowa licencyjna typu „kwota z góry za dostęp do archiwum”. To model rozliczania użycia treści, w którym wysokość wypłaty zależy od tego, jak często materiały danego wydawcy realnie wpływają na odpowiedzi generowane przez systemy AI Google.
Jak działa AI contribution pilot
Według opisu, który trafił do wydawców, mechanika jest prosta na poziomie interfejsu i nieprzejrzysta na poziomie liczb.
| Element programu | Jak to wygląda |
|---|---|
| Nazwa | AI contribution pilot |
| Kto może wejść | Wydawcy zaproszeni przez Google; program nie jest otwarty publicznie |
| Objęte produkty | Aplikacja Gemini, AI Overviews, AI Mode w wyszukiwarce Google |
| Model rozliczeń | Pay-per-use, bez opłaty wstępnej, wypłaty miesięczne |
| Interfejs | Widget „AI contribution” w panelu Search Console z bieżącą kwotą naliczonych zarobków |
| Co jest płatne | Treść, która materialnie wpływa na wygenerowanie odpowiedzi |
| Co nie jest płatne | Strony użyte po wygenerowaniu odpowiedzi: do potwierdzenia faktu lub jako link źródłowy |
| Metodologia wyceny | Nieujawniona |
| Wyjście z programu | W dowolnym momencie |
Najważniejsza jest linia podziału między treścią „generującą” a treścią „potwierdzającą”. Google rozróżnia dwa momenty: etap, w którym model buduje odpowiedź na podstawie konkretnych materiałów, i etap późniejszy, w którym system dobiera źródła do zacytowania lub sprawdza fakt w istniejącym już tekście. Płatne jest wyłącznie to pierwsze. Innymi słowy: sam link w AI Overviews nie generuje przychodu. Przychód generuje wpływ na treść odpowiedzi, którego wydawca nie widzi i nie może zweryfikować.
Kto dostał zaproszenie i kto powiedział nie
Digiday pisze o „co najmniej kilkudziesięciu” wydawcach, do których Google się zwróciło. Nazwisk i tytułów nie ma, bo rozmówcy zastrzegli anonimowość. Wyraźny jest za to jeden trend: program budzi większe zainteresowanie wśród małych i średnich wydawców niż wśród dużych grup medialnych.
Logika jest zrozumiała. Mały serwis nie ma działu prawnego, który wynegocjuje indywidualną umowę licencyjną z Google, więc gotowy mechanizm w Search Console to dla niego jedyna realna droga do jakiegokolwiek wynagrodzenia. Duży wydawca ma alternatywę: negocjacje bezpośrednie, lobbing regulacyjny albo procesy sądowe. I właśnie duzi wydawcy odpowiadają najchłodniej.
Jeden z cytowanych przez Digiday menedżerów mówi wprost, że rozmowy z Google trwają, bo oferowane kwoty nie przekroczyły progu, od którego firma w ogóle rozważa udział. Inny określa mechanizm wyceny jako „czarną skrzynkę”. Pojawia się też określenie „listek figowy”: część branży uważa, że program ma przede wszystkim dać Google argument w sporach prawnych o wykorzystanie treści, a nie realnie podzielić się przychodem.
Kontekst: rok umów, procesów i presji regulacyjnej
Pilotaż nie spada z nieba. Od grudnia 2025 roku Google zawiera z wydawcami umowy związane z AI, a do pierwszej fali należały między innymi The Guardian i The Washington Post. W lutym 2026 roku do pilotażowych projektów AI dołączył Financial Times. Sulina Connal, dyrektor zarządzająca partnerstwami z prasą i wydawcami książek w Europie, zapowiadała wtedy, że firma pójdzie dwutorowo: „bardziej skalowalnym podejściem” oraz „bardziej ukierunkowanymi umowami”. AI contribution pilot to najwyraźniej to pierwsze.
Równolegle Google testuje w Google News streszczenia artykułów generowane przez AI, ale wyłącznie na stronach wydawców, którzy weszli do komercyjnego pilotażu. Na liście są między innymi The Guardian, The Washington Post, Der Spiegel, El País, Folha, Times of India, Kompas i Infobae. W tym wariancie wydawcy dostają bezpośrednie płatności, które mają rekompensować spadek klikalności.
Tło biznesowe jest znane każdemu, kto śledzi ruch z wyszukiwarki. O tym, jak duże są straty, pisaliśmy w zestawieniu sześciu badań o ubytku ruchu przez AI Overviews: w zależności od metodologii i typu zapytań spadki CTR sięgają od kilkunastu do kilkudziesięciu procent, a dla treści informacyjnych bywają jeszcze głębsze. Google od miesięcy odpowiada tym samym argumentem: łączna liczba zapytań rośnie, a użytkownicy AI korzystają z wyszukiwarki częściej. Dla wydawcy, który liczy odsłony na stronie, to marne pocieszenie.
Dlaczego model pay-per-use jest inny niż umowy OpenAI
Do tej pory rynek licencji na treści dla AI wyglądał tak: duża firma AI podpisuje z dużym wydawcą wieloletnią umowę na kwotę z góry. OpenAI zbudowało w ten sposób sieć umów z globalnymi grupami medialnymi, Microsoft i Amazon działały podobnie, a Perplexity uruchomiło program dzielenia się przychodami z reklam. Wspólny mianownik: pieniądze płyną do kilkudziesięciu największych marek, a reszta sieci nie dostaje nic.
Google idzie w inną stronę. Nie ma opłaty wstępnej, nie ma indywidualnych negocjacji, jest za to licznik w narzędziu, z którego i tak korzysta każdy webmaster. Z punktu widzenia skali to jedyne podejście, które da się rozciągnąć na tysiące domen. Z punktu widzenia wydawcy to model, w którym cała siła negocjacyjna jest po stronie Google: firma sama decyduje, co znaczy „materialny wpływ”, sama liczy pieniądze i sama ustala stawkę.
Warto też zestawić to z inną decyzją Google z ostatnich dni. Firma udokumentowała Web Search Service API, w którym pełny dostęp do indeksu dostają tylko partnerzy z umową. Obraz się układa: Google buduje warstwę komercyjną wokół własnego indeksu i wokół treści, które go zasilają. Wydawcy są w tym układzie dostawcami surowca, a warunki dostaw ustala odbiorca.
Co to znaczy dla SEO i AIO
Dla osób zajmujących się widocznością w wyszukiwarkach i w odpowiedziach AI program ma trzy praktyczne konsekwencje.
1. Search Console staje się panelem rozliczeń, nie tylko raportem
Po raz pierwszy w historii narzędzia pojawia się w nim widget z kwotą pieniędzy. To zmienia rangę Search Console w organizacji: z narzędzia dla specjalistów SEO w narzędzie, którym interesuje się dział finansów. Trzeba pamiętać, że dopiero od kilku tygodni raport wydajności pokazuje wszystkim użytkownikom dane o AI Overviews i AI Mode, i to bez rozbicia kliknięć. Zaledwie wczoraj John Mueller przyznał w wątku na Reddicie, że pozycja w tym raporcie mierzona jest dla całego bloku AI, a nie dla pojedynczych linków, i że zespół nie ma jeszcze pomysłu, jak zrobić to lepiej. Na tak niedojrzałych danych ma teraz stanąć rozliczenie finansowe.
2. Link w odpowiedzi AI i „wpływ na odpowiedź” to dwie różne rzeczy
Strategie AIO do tej pory koncentrowały się na jednym celu: zostać zacytowanym. Google mówi wprost, że cytowanie nie jest płatne. Płatny jest wpływ na treść odpowiedzi, czyli coś, co dzieje się na etapie retrieval i generowania, zanim model wybierze źródła do pokazania. To oznacza, że treść może zarabiać bez widocznego linku i, odwrotnie, może być linkowana bez zarabiania. Dla twórców treści to argument za tym, żeby budować materiały, które faktycznie dostarczają unikalnych faktów, danych i definicji, a nie tylko tych, które łatwo zacytować jako „źródło”.
3. Wchodzą nowe metryki, których nikt jeszcze nie umie interpretować
Jeśli widget pokazuje kwotę, to prędzej czy później wydawcy zaczną ją dzielić przez liczbę artykułów, liczbę wyświetleń w AI Overviews albo liczbę zapytań. Powstanie coś w rodzaju stawki za wkład w odpowiedź, którą agencje będą porównywać między klientami. Problem w tym, że bez znajomości metodologii każda taka analiza będzie obarczona błędem, o którym nawet nie będziemy wiedzieć.
Reakcje branży
Ton komentarzy jest sceptyczny, ale niejednolity. Po stronie krytycznej dominują trzy zarzuty. Po pierwsze, brak przejrzystości: wydawca nie wie, jak liczone są kwoty, więc nie może ich negocjować ani audytować. Po drugie, wysokość wypłat: rozmówcy Digiday opisują pierwsze kwoty jako marginalne w porównaniu z przychodami reklamowymi, a niektórzy dostali oferty poniżej progu, od którego w ogóle warto podpisywać cokolwiek. Po trzecie, motywacja: część branży widzi w programie przede wszystkim narzędzie prawne, które pozwoli Google twierdzić w sporach o prawa autorskie, że wydawcy mają dostępny mechanizm wynagrodzenia.
Po stronie przychylnej są głównie mniejsi wydawcy i analitycy patrzący na strukturę rynku. Dla serwisu, który nigdy nie miał szansy na umowę z OpenAI czy Microsoftem, jakakolwiek wypłata jest lepsza niż zero. Argument o skali też ma sens: to pierwszy mechanizm, który przynajmniej teoretycznie obejmuje całą sieć, a nie tylko dwadzieścia największych marek. Na ten moment jednak nikt publicznie nie pokazał, ile faktycznie zarobił.
Warto odnotować, że Google nie zorganizowało wokół programu żadnej komunikacji. Brak wpisu na blogu, brak dokumentacji publicznej, brak listy uczestników. Taka forma sugeruje, że firma traktuje pilotaż jako eksperyment, który może zostać zmieniony albo wycofany bez rozgłosu.
Czego wciąż nie wiemy
Lista otwartych pytań jest dłuższa niż lista potwierdzonych faktów. Oto najważniejsze luki, które branża będzie chciała zapełnić w najbliższych tygodniach.
- Jednostka rozliczenia. Nie wiadomo, czy Google liczy wkład per odpowiedź, per zapytanie, per token, czy w jeszcze inny sposób. Bez tego nie da się oszacować, jaki typ treści jest premiowany.
- Próg wypłaty i harmonogram. Rozmówcy Digiday mówią o kwotach miesięcznych, ale nie wiadomo, czy istnieje minimalna kwota, poniżej której saldo przechodzi na kolejny miesiąc.
- Relacja z robots.txt i Google-Extended. Nie jest jasne, czy wydawca, który blokuje Google-Extended, może w ogóle wejść do programu, ani czy udział w pilotażu wymaga zgody na szersze wykorzystanie treści w treningu modeli.
- Wpływ na ranking. Google nie powiedziało, czy udział w programie ma jakikolwiek związek z widocznością w AI Overviews. Formalnie nie powinien, ale wydawcy będą to badać na własnych danych.
- Zasięg geograficzny. Wszystkie relacje pochodzą z rynku amerykańskiego i brytyjskiego. Nie ma informacji o wydawcach z Europy kontynentalnej, w tym z Polski.
Co dalej
Kilka wątków będzie rozstrzygać o tym, czy AI contribution pilot stanie się standardem, czy pozostanie ciekawostką.
- Przejrzystość metodologii. Bez niej program nie przejdzie testu u dużych wydawców, a to od nich zależy, czy będzie miał legitymację w oczach regulatorów. Presja z Europy, gdzie prawa pokrewne wydawców są zapisane w prawie, może wymusić ujawnienie choćby ogólnych zasad wyceny.
- Skala wypłat. Jeśli kwoty pozostaną na poziomie „groszy”, program będzie postrzegany jako gest, a nie jako model biznesowy. Jeśli Google podniesie stawki dla wybranych kategorii treści, pojawi się nowy rodzaj optymalizacji: pod wkład w odpowiedź, a nie pod klik.
- Rozszerzenie na Polskę. Nic nie wskazuje na to, by polscy wydawcy dostali zaproszenia w pierwszej fali. Biorąc pod uwagę, że AI Mode i rozbudowane AI Overviews są już w Polsce dostępne, presja ze strony lokalnych wydawców i izb branżowych jest kwestią czasu.
- Interakcja z raportem AI w Search Console. Jeśli Google połączy dane o wkładzie w odpowiedzi z raportem wydajności, dostaniemy pierwsze narzędzie, które pokazuje wartość treści dla AI w pieniądzu. To zmieniłoby sposób, w jaki uzasadnia się budżety na content.
- Odpowiedź konkurencji. OpenAI, Perplexity i Microsoft będą musiały odnieść się do modelu, w którym płaci się za użycie, a nie za dostęp. Dla mniejszych wydawców to może być początek realnego rynku na treści, którego do tej pory nie było.
Na dziś rekomendacja dla polskich wydawców i zespołów SEO jest prosta. Nie da się zapisać do programu, ale można się do niego przygotować: uporządkować raport AI w Search Console, sprawdzić, które treści pojawiają się w AI Overviews i AI Mode, oraz zacząć mierzyć, jak zmienia się ruch z tych powierzchni w czasie. Kiedy zaproszenie przyjdzie, decyzja o wejściu powinna wynikać z danych, a nie z odruchu.
FAQ
Czym jest AI contribution pilot Google?
To pilotażowy program, w którym Google płaci wydawcom za treści, które materialnie wpływają na odpowiedzi generowane w aplikacji Gemini, w AI Overviews i w AI Mode. Rozliczenie działa w modelu pay-per-use, bez opłaty wstępnej, a naliczone kwoty widać w specjalnym widgecie w Search Console.
Czy każdy wydawca może dołączyć do programu?
Nie. Program działa na zaproszenie. Według doniesień Digiday Google zwróciło się do co najmniej kilkudziesięciu wydawców, a większe zainteresowanie widać wśród małych i średnich serwisów. Nie ma publicznego formularza zgłoszeniowego ani listy uczestników.
Czy link w AI Overviews oznacza wypłatę?
Nie. Google płaci tylko za treść, która wpływa na wygenerowanie odpowiedzi. Strony użyte później, do potwierdzenia faktu albo pokazane jako link źródłowy, nie kwalifikują się do wynagrodzenia. Cytowanie i płatny wkład to dwie osobne kategorie.
Ile Google płaci wydawcom?
Firma nie ujawniła stawek ani metodologii. Wydawcy cytowani przez Digiday opisują pierwsze kwoty jako niewielkie w porównaniu z przychodami z reklam, a część odrzuciła ofertę, bo nie przekroczyła ich progu opłacalności.
Czy program obejmuje Polskę?
Na razie nie ma informacji o zaproszeniach dla polskich wydawców. Skoro AI Overviews i AI Mode działają już w Polsce, rozszerzenie programu jest prawdopodobne, ale Google nie podało żadnego harmonogramu.