Sąd federalny w Kalifornii oddalił wszystkie zarzuty, które Google postawił dostawcy danych wyszukiwania SerpApi, uznając, że system antybotowy w centrum sporu nie chroni utworów objętych prawem autorskim w sposób wymagany przez ustawę DMCA. Wyrok, wydany 20 lipca 2026 roku, otwiera zieloną drogę dla całej infrastruktury, na której opierają się rank trackery, narzędzia do badania fraz i dashboardy analizy konkurencji. Dla branży SEO to jeden z najważniejszych wyroków dotyczących legalności scrapingu wyników wyszukiwania od lat.
Co dokładnie orzekł sąd
Sprawę rozstrzygnęła sędzia Yvonne Gonzalez Rogers, przewodnicząca sądu okręgowego dla Północnego Dystryktu Kalifornii (sygnatura 25-cv-10826-YGR). Zgodnie z doniesieniami serwisów branżowych orzeczenie zapadło 20 lipca, a publicznie ujawniono je dzień później. Sąd przychylił się do wniosku SerpApi o oddalenie pozwu (motion to dismiss), dzieląc rozstrzygnięcie na dwie części: zarzuty zamknięte definitywnie oraz wąski wyjątek, który Google może próbować reanimować.
Google oparł pozew na przepisach antyobejściowych DMCA, konkretnie na sekcjach 1201(a)(1)(A) oraz 1201(a)(2). Chodziło o technologię o nazwie SearchGuard, uruchomioną w styczniu 2025 roku, która wysyła zapytaniom z nierozpoznanych źródeł wyzwania JavaScript. Przeglądarki obsługiwane przez ludzi rozwiązują je płynnie, a zautomatyzowane systemy zwykle nie potrafią, co odcina im dostęp do wyników. Google argumentował, że omijanie SearchGuard to nielegalne obejście zabezpieczenia technologicznego, analogiczne do łamania blokad na płytach DVD.
Sąd tej analogii nie kupił. W ocenie sędzi Gonzalez Rogers SearchGuard nie spełnił wymogów DMCA na dwóch niezależnych płaszczyznach, a każda z nich wystarczyła, by pozew upadł.
Kluczowe fakty w skrócie
| Element | Szczegół |
|---|---|
| Sąd | Sąd okręgowy dla Północnego Dystryktu Kalifornii |
| Sędzia | Yvonne Gonzalez Rogers (przewodnicząca) |
| Data wyroku | 20 lipca 2026 (ujawniony 21 lipca) |
| Pozew wniesiony | 19 grudnia 2025 |
| Zarzuty oddalone bez prawa do poprawki | 1201(a)(1)(A) i 1201(a)(2) dla zwykłych wyników bez treści chronionych |
| Wyjątek z prawem do poprawki | treści chronione w Knowledge Panels, 21 dni na uzupełnienie |
| Żądane odszkodowanie | 200–2500 dolarów za każdy akt obejścia |
| SerpApi | firma z Austin, około 42 pracowników |
Dlaczego zarzuty upadły
Pierwszy powód dotyczył samej istoty prawa autorskiego. Sąd zwrócił uwagę, że we własnych pismach procesowych Google przyznał, iż wyniki wyszukiwania są mieszanką treści chronionych i niechronionych. Ponieważ DMCA obejmuje wyłącznie utwory chronione prawem autorskim, SearchGuard nie może w zwykłym przypadku kontrolować dostępu do materiału zasługującego na ochronę. Zwykłe i zagregowane wyniki, takie jak adresy URL, snippety oraz faktograficzne dane z indeksu, to publicznie dostępne fakty, a nie utwory w rozumieniu ustawy o prawie autorskim.
Drugi powód dotyczył autoryzacji. Sekcja 1201(a)(3)(B) wymaga, by zabezpieczenie działało za zgodą właściciela praw autorskich. Google nie wykazał, że SearchGuard chroni na przykład licencjonowane zdjęcia w Knowledge Panels z upoważnienia ich właścicieli. Co istotne, sąd odrzucił argumenty SerpApi dotyczące legitymacji procesowej oraz tego, czy obejście w ogóle nastąpiło. Uznał, że Google dostatecznie uprawdopodobnił oba te elementy. Wyrok upadł wyłącznie na wymogu ochrony prawnoautorskiej i autoryzacji.
Dla treści chronionych wewnątrz Knowledge Panels sąd zostawił Google wąską furtkę: 21 dni na złożenie zmienionego pozwu z konkretnymi zarzutami faktycznymi. To nie przywraca sprawy w pierwotnej skali, ale pozostawia teoretyczną ścieżkę wokół licencjonowanych obrazów i danych.
Warto podkreślić etap postępowania, na którym zapadło rozstrzygnięcie. Motion to dismiss to wczesna faza, w której sąd ocenia, czy zarzuty, przyjęte nawet w najkorzystniejszej dla powoda interpretacji, w ogóle dają podstawę do procesu. Google przegrał więc nie po pełnej rozprawie dowodowej, lecz na progu sprawy, bo sama konstrukcja prawna pozwu okazała się wadliwa. To istotne, ponieważ pokazuje, że problem nie leżał w niedostatku dowodów, tylko w samym pomyśle rozciągnięcia przepisów antyobejściowych DMCA na publiczne wyniki wyszukiwania.
Kontekst: rok zaciskania dostępu do danych SERP
Wyrok nie zapadł w próżni. Poprzedziła go seria ruchów Google, które istotnie podniosły koszty pozyskiwania danych z wyszukiwarki. We wrześniu 2025 roku Google wycofał parametr num=100, zmuszając narzędzia do wykonywania dziesięciu zapytań zamiast jednego, co dziesięciokrotnie zwiększyło koszty pobierania pełnej setki wyników. Pod koniec września firma ograniczyła obejście SerpApi w postaci Light Fast API do trzech wyników, i to w ciągu pięciu dni od wdrożenia. W październiku z kolei Reddit pozwał SerpApi oraz inne podmioty, powołując się na SearchGuard jako mechanizm rzekomo obchodzony.
Ta sekwencja nie była przypadkowa. Rynek narzędzi opartych na danych z wyszukiwarki rósł w tempie, które zaczęło obciążać infrastrukturę Google i, w narracji firmy, podważać wartość jej inwestycji w licencjonowane treści oraz w indeks. Każdy kolejny ruch, od wycofania num=100, przez ograniczenie Light Fast API, po pozew, można czytać jako element tej samej strategii: podniesienie kosztu i ryzyka masowego pobierania danych na tyle, by ograniczyć jego skalę. Wyrok w sprawie SerpApi wybija dziurę w prawnej części tego planu, ale nie usuwa jego warstwy technicznej.
Na tym tle grudniowy pozew Google wyglądał jak próba domknięcia strategii prawnej: skoro techniczne blokady nie zatrzymały scrapingu w całości, sięgnięto po DMCA. Skala żądań była poważna. Firma domagała się odszkodowań ustawowych w wysokości od 200 do 2500 dolarów za każdy akt obejścia, a przy wolumenie zapytań SerpApi rosnącym o 25 000 procent w ciągu dwóch lat potencjalna odpowiedzialność wielokrotnie przekraczałaby roczne przychody spółki. Google wskazywał cztery kategorie szkód: koszty odpowiadania na zapytania, podważanie inwestycji w licencjonowane treści, zagrożenie dla relacji z licencjobiorcami oraz wydatki na budowę zabezpieczeń.
Czym jest SerpApi i dlaczego to ważne dla SEO
SerpApi to firma z Austin zatrudniająca około 42 osób, która sprzedaje dostęp do wyników wyszukiwania Google przez interfejs programistyczny (API). Jej output zasila rank trackery, dashboardy competitive intelligence oraz narzędzia do badania fraz, z których marketerzy korzystają codziennie. Innymi słowy, spora część rynku narzędzi SEO pośrednio zależy od tego, czy takie API może legalnie istnieć.
Gdyby sąd przyznał rację Google, precedens uderzyłby nie tylko w SerpApi. Każdy dostawca danych SERP musiałby liczyć się z ryzykiem, że pobieranie publicznych wyników wyszukiwania zostanie zrównane z łamaniem zabezpieczeń chroniących film czy grę. To zmroziłoby cały segment i podniosło ceny narzędzi, na których opiera się codzienna praca specjalistów. Jeśli chcesz zrozumieć, gdzie w praktyce przebiegają granice tego typu pozyskiwania danych, warto zajrzeć do naszego przewodnika o tym, jak scrapować SERP legalnie i jakie obowiązują limity.
Co to znaczy dla SEO i AIO
Najbardziej bezpośredni skutek jest taki: narzędzia zależne od SerpApi i podobnych dostawców nie napotykają nowej bariery prawnej. Rank trackery i platformy analityczne mogą działać dalej, a widmo lawiny pozwów DMCA wobec całego łańcucha dostaw danych zostało na razie oddalone. To dobra wiadomość dla każdego, kto buduje raportowanie widoczności na zewnętrznych źródłach danych.
Jest tu jednak głębszy wątek, który dotyka wprost tematyki AIO, czyli optymalizacji pod silniki generatywne. Spór Google z SerpApi to w istocie spór o to, kto kontroluje dostęp do publicznych danych wyszukiwania w epoce, w której te dane napędzają modele językowe i asystentów AI. Wyszukiwarki generatywne, systemy odpowiadające na pytania i narzędzia monitorujące cytowania w ChatGPT czy Perplexity potrzebują dostępu do surowych wyników. Wyrok, który uznaje adresy URL, snippety i dane faktograficzne za publicznie dostępne fakty, a nie utwory chronione, ma znaczenie wykraczające daleko poza jedną firmę z Austin.
Dla praktyka SEO i AIO płynie z tego kilka wniosków. Po pierwsze, monitoring pozycji i widoczności w wynikach klasycznych oraz w odpowiedziach AI pozostaje wykonalny operacyjnie, bo dostawcy danych nie muszą zamykać działalności. Po drugie, rośnie znaczenie umiejętności pracy z danymi u źródła. Zespoły, które potrafią pobierać i przetwarzać dane samodzielnie, zyskują odporność na zmiany w polityce dostawców. Jeśli budujesz własne pipeline’y, pomocny będzie nasz zestaw skryptów Python dla SEO, które automatyzują powtarzalne zadania na danych z wyszukiwarki.
Ryzyko nie zniknęło, tylko się przesunęło
Warto zachować ostrożność w interpretacji. Sąd nie orzekł, że scraping Google jest w każdych okolicznościach legalny. Rozstrzygnięcie dotyczyło konkretnych zarzutów DMCA i uznało, że publiczne wyniki wyszukiwania nie są utworem chronionym, wobec czego nie da się na nie nałożyć antyobejściowej ochrony DMCA. To nie to samo co wyrok o dozwolonym użytku czy o warunkach korzystania z usług. Google wciąż dysponuje innymi narzędziami prawnymi, od regulaminów po roszczenia z tytułu nieuczciwej konkurencji, a wąska furtka wokół Knowledge Panels pozostaje otwarta przez 21 dni.
Praktyczne kroki na najbliższe miesiące
Jak przełożyć ten wyrok na codzienną pracę? Po pierwsze, zrób inwentaryzację źródeł danych w swoim stacku. Sprawdź, które narzędzia raportujące pozycje, widoczność i cytowania w AI opierają się na jednym dostawcy danych SERP, a które łączą kilka strumieni. Uzależnienie całego raportowania od jednego API to ryzyko operacyjne niezależne od orzeczenia. Po drugie, ustal plan awaryjny na wypadek nagłej zmiany limitów lub cen. Historia z parametrem num=100 pokazała, że polityka dostawców potrafi zmienić się z dnia na dzień i dziesięciokrotnie podnieść koszty. Po trzecie, dokumentuj podstawy prawne pozyskiwania danych, z których korzystasz, zwłaszcza jeśli przetwarzasz je komercyjnie na potrzeby klientów.
Dla zespołów budujących własne rozwiązania wyrok jest zachętą do rozwijania kompetencji technicznych. Umiejętność samodzielnego pobierania, czyszczenia i analizy danych z wyszukiwarki staje się realną przewagą, bo zmniejsza zależność od pośredników i pozwala szybciej reagować na zmiany w SERP oraz w odpowiedziach generatywnych. To nie znaczy, że każdy zespół musi budować własny scraper, ale świadomość, jak działa łańcuch dostaw danych, przekłada się na lepsze decyzje zakupowe i mniejsze ryzyko.
Reakcje branży
SerpApi przyjął wyrok jako potwierdzenie fundamentalnej zasady otwartego internetu. Prezes firmy Julien Khaleghy stwierdził, że firma jest zadowolona z odrzucenia przez sąd prób rozszerzenia DMCA na kontrolę dostępu do publicznych stron. W komunikacji spółki przewijał się argument, że internet, jako sieć oparta na otwartym dostępie do użytecznych informacji, opiera się na zasadzie, której Google nie powinien podważać przez pozew o obejście zabezpieczeń.
W komentarzach branżowych dominowała ulga zmieszana z ostrożnością. Analitycy zwracali uwagę, że gdyby Google wygrał, powstałby precedens pozwalający traktować pobieranie publicznych danych jak piractwo, co uderzyłoby w cały ekosystem narzędzi marketingowych. Jednocześnie podkreślano, że batalia się nie zakończyła, a strategia Google zmierzająca do ograniczenia masowego pobierania danych z SERP jest długofalowa i nie sprowadza się do jednego procesu.
Pojawiły się też głosy, że wyrok to sygnał dla dostawców modeli AI. Skoro dane wyszukiwania w warstwie faktograficznej nie są chronione prawem autorskim, to spory o dostęp do nich przeniosą się prawdopodobnie na grunt warunków korzystania z usług, umów licencyjnych i regulacji sektorowych, a nie klasycznego prawa autorskiego.
Co dalej
Najbliższe tygodnie pokażą, czy Google skorzysta z 21-dniowego okna, by złożyć zmieniony pozew skupiony na treściach chronionych w Knowledge Panels. Nawet jeśli tak się stanie, będzie to spór znacznie węższy niż pierwotny, obejmujący licencjonowane obrazy i dane, a nie cały strumień wyników wyszukiwania. Bardziej prawdopodobne jest, że Google przeniesie ciężar strategii na warstwę techniczną, dalej rozwijając SearchGuard i ograniczając parametry ułatwiające masowe pobieranie.
Dla zespołów SEO i AIO praktyczna rekomendacja pozostaje niezmienna: dywersyfikować źródła danych i nie uzależniać całego raportowania od jednego dostawcy ani jednej metody pobierania. Warto też traktować dane SERP jako zasób, którego dostępność może się zmieniać wraz z polityką platform i orzecznictwem. Jeśli chcesz zbudować odporny system pomiaru widoczności w wynikach klasycznych i generatywnych, zacznij od solidnego fundamentu opisanego w naszym materiale o analityce SEO i AIO w 2026 roku.
Jedno jest pewne: pytanie o to, kto kontroluje dostęp do publicznych danych wyszukiwania, będzie w nadchodzących miesiącach jednym z najważniejszych tematów na styku SEO, prawa i sztucznej inteligencji. Wyrok w sprawie Google przeciwko SerpApi wyznaczył pierwszy istotny punkt odniesienia, ale rozstrzygnięcie całej debaty jest jeszcze przed nami.
Czy ten wyrok oznacza, że scraping wyników Google jest w pełni legalny?
Nie. Sąd orzekł jedynie, że publiczne wyniki wyszukiwania, takie jak adresy URL, snippety i dane faktograficzne, nie są utworami chronionymi prawem autorskim, więc nie można wobec nich stosować antyobejściowych przepisów DMCA. To nie przesądza o dozwolonym użytku ani o zgodności z regulaminami Google, które pozostają odrębną kwestią prawną.
Co się stanie z narzędziami SEO korzystającymi z SerpApi?
Na razie nic złego. Rank trackery, dashboardy analizy konkurencji i narzędzia do badania fraz, które pośrednio korzystają z danych SerpApi, nie napotykają nowej bariery prawnej. Wyrok usunął ryzyko lawiny pozwów DMCA wobec dostawców danych SERP.
Czy Google może jeszcze wygrać tę sprawę?
Częściowo. Sąd oddalił większość zarzutów definitywnie, ale zostawił Google 21 dni na złożenie zmienionego pozwu dotyczącego treści chronionych w Knowledge Panels, na przykład licencjonowanych obrazów. Byłby to jednak spór znacznie węższy niż pierwotny.
Dlaczego ta sprawa jest ważna dla AIO i wyszukiwarek generatywnych?
Ponieważ dane wyszukiwania napędzają dzisiaj modele językowe i asystentów AI. Uznanie, że faktograficzne wyniki nie są chronione prawem autorskim, wpływa na dostępność danych dla systemów odpowiadających na pytania oraz narzędzi monitorujących cytowania w ChatGPT czy Perplexity.
Jak zabezpieczyć raportowanie SEO przed zmianami dostępu do danych?
Najlepiej dywersyfikować źródła danych, nie uzależniać całego pomiaru od jednego dostawcy i rozwijać kompetencje pracy z danymi u źródła, na przykład przez własne skrypty. Dane SERP warto traktować jako zasób o zmiennej dostępności, zależnej od polityki platform i orzecznictwa.