Raport linków w Search Console: 8 sygnałów do sprawdzenia

Raport linków w Google Search Console ma opinię ubogiego krewnego płatnych narzędzi. Nie pokazuje metryk autorytetu, nie liczy ruchu z odnośnika, nie ocenia jakości domeny. A jednak jest to jedyne źródło, które widzi profil linków oczami Google, a nie oczami zewnętrznego crawlera. To różnica, która w praktyce decyduje o tym, czy diagnoza jest trafna.

Poniżej osiem sygnałów, które da się z tego raportu wyciągnąć bez żadnego dodatkowego narzędzia. Każdy z nich odpowiada na inne pytanie: czy profil rośnie zdrowo, czy coś się właśnie psuje, i czy struktura serwisu nie marnuje mocy, którą już ma.

Co dokładnie pokazuje raport linków

Raport znajdziesz w Search Console w sekcji Linki, w menu bocznym pod raportami indeksowania. Dzieli się na dwie części. Linki zewnętrzne obejmują trzy tabele: najczęściej linkowane strony, najczęściej linkujące witryny oraz najczęstsze teksty linków. Linki wewnętrzne to jedna tabela: lista adresów w Twojej domenie posortowana po liczbie odnośników prowadzących do nich z innych podstron tego samego serwisu.

Kluczowa rzecz, o której łatwo zapomnieć: Google pokazuje tu odnośniki, które sam znalazł i przetworzył. Jeśli link nie pojawił się w raporcie, najprawdopodobniej robot go jeszcze nie odwiedził albo strona źródłowa nie została zaindeksowana. Dokumentacja Google opisuje ten raport w pomocy Search Console i wyraźnie zaznacza, że dane są próbkowane, o czym więcej w dalszej części tekstu.

Drugi szczegół: raport nie rozróżnia linków dofollow i nofollow. Wszystko, co Google zobaczyło jako odnośnik, ląduje w tej samej tabeli. To sprawia, że liczby bezwzględne są mało użyteczne, a naprawdę liczą się proporcje i zmiany w czasie.

Sygnał 1 i 2: rozkład domen i stron docelowych

Pierwszy sygnał to kształt rozkładu domen linkujących. Otwórz tabelę linkujących witryn i porównaj liczbę linków z pierwszej domeny z sumą pozostałych. Zdrowy profil ma długi ogon: wiele domen z jednym lub kilkoma odnośnikami, a czoło listy nie odjeżdża od reszty o rząd wielkości. Jeżeli jedna domena odpowiada za większość wszystkich odnośników, zwykle oznacza to link w stopce, w widgecie albo w szablonie partnera. Taki wolumen wygląda imponująco w liczbach, a realnie jest jednym linkiem powielonym tysiąc razy.

Drugi sygnał to rozkład stron docelowych. Sprawdź, ile odnośników trafia na stronę główną, a ile na podstrony. Serwisy, które nigdy nie robiły świadomego link buildingu, mają tu zwykle 70 procent i więcej na home. Jeśli budujesz autorytet tematyczny, chcesz zobaczyć, że linki lądują na materiałach merytorycznych, bo to one mają rankować. Gdy widzisz odwrotny obraz, warto wrócić do podstaw i zaplanować pierwsze linki dla nowej domeny tak, aby prowadziły do konkretnych treści, a nie do strony startowej.

Praktyczna wskazówka: obie tabele da się wyeksportować do arkusza. Wystarczy jedna kolumna z udziałem procentowym, żeby zamienić listę na diagnozę.

Sygnał 3 i 4: anchor texty i ich powtarzalność

Tabela najczęstszych tekstów linków bywa najbardziej niedocenianą częścią raportu. Trzeci sygnał to jej struktura. W naturalnym profilu dominują nazwa marki, adres URL oraz ogólniki w rodzaju „tutaj”, „więcej” czy „zobacz”. Frazy komercyjne pojawiają się, ale nie na szczycie i nie w dużym wolumenie.

Czwarty sygnał to powtarzalność. Jeśli dokładnie ta sama fraza z dopasowaniem ścisłym powtarza się w setkach odnośników, a pochodzą one z domen o zbliżonych nazwach, to wzorzec charakterystyczny dla zakupionych sieci. Google opisuje takie schematy w zasadach dotyczących spamu i traktuje je jako naruszenie, niezależnie od tego, kto je zbudował.

Uwaga na fałszywy alarm: powtarzalny anchor często wynika po prostu z tego, jak działa Twój własny szablon. Link „czytaj dalej” z boxu autora czy z powiązanych wpisów potrafi zdominować tabelę i nie ma nic wspólnego z profilem zewnętrznym. Zanim wyciągniesz wnioski, sprawdź, czy dana fraza pochodzi z domen trzecich, czy z Twojej.

Typ anchora Zdrowy udział Sygnał ostrzegawczy
Marka i URL 40 do 60 procent poniżej 15 procent
Ogólne (tutaj, więcej) 15 do 30 procent brak całkowity
Frazy komercyjne ścisłe 5 do 15 procent powyżej 30 procent
Długi ogon opisowy 15 do 35 procent brak zróżnicowania

Sygnał 5 i 6: nagłe skoki i znikające linki

Piąty sygnał wymaga historii, więc trzeba go zbudować samemu. Search Console nie pokazuje wykresu przyrostu linków w czasie, dlatego raz w miesiącu warto wyeksportować tabelę domen i zapisać ją z datą w nazwie pliku. Po trzech miesiącach masz szereg czasowy, którego nie da się kupić: widzisz, ile domen przybyło i skąd. Nagły skok o kilkaset domen w tydzień, przy braku kampanii po Twojej stronie, to sygnał do ręcznego przejrzenia próbki.

Szósty sygnał jest lustrzanym odbiciem piątego. Porównaj kolejne eksporty i wypisz domeny, które zniknęły. Utrata linku zwykle ma jedną z trzech przyczyn: strona źródłowa została usunięta, redakcja przebudowała artykuł i wycięła odnośnik, albo domena wygasła. Pierwsze dwa przypadki da się często odzyskać jednym mailem, zwłaszcza jeśli link był efektem współpracy redakcyjnej. Materiały, które same generują cytowania, jak mini-badanie jako haczyk PR, mają tu przewagę, bo redakcje rzadko usuwają odwołanie do danych źródłowych.

Nie każdy ubytek jest problemem. Naturalny profil linków traci kilka procent rocznie i to jest norma. Alarmujące jest tempo, nie sam fakt.

Sygnał 7 i 8: linki wewnętrzne i strony osierocone

Siódmy sygnał to rozkład linkowania wewnętrznego, czyli część raportu, którą najczęściej się pomija. Otwórz tabelę linków wewnętrznych i posortuj rosnąco. Na dole listy zobaczysz podstrony z jednym albo dwoma odnośnikami. To zwykle materiały, do których prowadzi wyłącznie archiwum kategorii albo mapa strony. Google widzi je jako mało istotne, bo tak zdecydowała architektura serwisu, a nie jakość tekstu.

Ósmy sygnał to strony osierocone, których w tabeli po prostu nie ma. Zestaw listę adresów z raportu linków wewnętrznych z pełną listą opublikowanych URL z mapy witryny. Różnica to zbiór podstron bez ani jednego linku redakcyjnego. Na wielu serwisach po kilku latach publikowania obejmuje on jedną trzecią treści. Każda taka strona to zainwestowany budżet, który nie pracuje.

Naprawa jest tania: wystarczy dodać dwa lub trzy odnośniki z tematycznie bliskich artykułów, w treści akapitu, a nie w liście na końcu. Jeśli chcesz mierzyć efekt tej zmiany, przyda się gotowy pipeline metryk z GA4 i Search Console, który pokaże, czy wyświetlenia tych adresów faktycznie ruszyły.

Ograniczenia raportu i próbkowanie

Trzeba jasno powiedzieć, czego ten raport nie potrafi. Po pierwsze, tabele są ucięte: interfejs pokazuje maksymalnie tysiąc wierszy na tabelę, a eksport ma ten sam limit. Przy dużych serwisach to wycinek, nie całość. Po drugie, dane są opóźnione, zwykle o kilka dni, więc świeży link z wczorajszej publikacji jeszcze się nie pojawi.

Po trzecie, i najważniejsze, raport nie zawiera żadnej oceny jakości. Domena zapleczowa i portal branżowy wyglądają w tabeli identycznie. Dlatego liczby z tego raportu nadają się do wykrywania wzorców i anomalii, a nie do wyliczania wskaźnika mocy profilu. Jeśli potrzebujesz oceny wiarygodności źródła, i tak musisz otworzyć stronę linkującą i spojrzeć, kto ją prowadzi. Ta sama logika działa w drugą stronę i dotyczy Twojej witryny, dlatego dopracowany profil autora zwiększa szansę, że ktoś zdecyduje się zacytować Twój materiał.

Czwarte ograniczenie bywa mylące podczas audytu: liczba linków w raporcie nie równa się liczbie odnośników przekazujących sygnały. W tabeli siedzą również odnośniki oznaczone atrybutami nofollow, sponsored i ugc, bez żadnego rozróżnienia.

Miesięczna rutyna w 20 minut

Cały przegląd da się domknąć w kwadrans z małym zapasem, jeśli robi się go zawsze tak samo:

  1. Wyeksportuj trzy tabele zewnętrzne i tabelę wewnętrzną, zapisz pliki z datą (3 minuty).
  2. Policz udział największej domeny w sumie linków i udział strony głównej wśród stron docelowych (4 minuty).
  3. Przejrzyj dwadzieścia najczęstszych anchorów i odfiltruj te, które pochodzą z Twojego szablonu (3 minuty).
  4. Porównaj listę domen z eksportem sprzed miesiąca: wypisz przyrosty i ubytki (5 minut).
  5. Posortuj linki wewnętrzne rosnąco i wybierz pięć podstron z najsłabszym linkowaniem (2 minuty).
  6. Zaplanuj dwa odnośniki redakcyjne do każdej z nich na najbliższy tydzień (3 minuty).

Ta rutyna nie zastąpi płatnego narzędzia tam, gdzie potrzebna jest analiza konkurencji, bo cudzego profilu w Search Console nie zobaczysz. Do pilnowania własnego serwisu wystarcza w zupełności, a ma nad narzędziami jedną przewagę nie do podrobienia: pokazuje dokładnie te odnośniki, które Google zna i przetworzył.

FAQ

Dlaczego liczba linków w Search Console różni się od tej z Ahrefs czy Majestic?

Bo to dwa różne zbiory. Search Console pokazuje odnośniki znalezione przez robota Google, a narzędzia zewnętrzne te znalezione przez własne crawlery. Google widzi więcej stron, ale prezentuje próbkę ograniczoną do tysiąca wierszy na tabelę. Rozbieżność rzędu kilkudziesięciu procent jest normalna i sama w sobie niczego nie oznacza.

Czy raport pokazuje linki nofollow?

Tak, i nie oznacza ich w żaden sposób. Wszystkie odnośniki, także te z atrybutami nofollow, sponsored i ugc, trafiają do tych samych tabel. Żeby sprawdzić typ konkretnego linku, trzeba otworzyć stronę źródłową i zajrzeć w kod.

Jak często aktualizują się dane w raporcie linków?

Dane odświeżają się w cyklu kilkudniowym, a nowy odnośnik pojawia się dopiero po tym, jak Google odwiedzi i przetworzy stronę źródłową. W praktyce oznacza to od kilku dni do kilku tygodni od publikacji, w zależności od tego, jak często robot odwiedza daną witrynę.

Co zrobić, gdy w raporcie widzę setki podejrzanych domen, których nie kupowałem?

W większości przypadków nic. Google od lat samodzielnie ignoruje odnośniki niskiej jakości, a narzędzie disavow jest zarezerwowane dla sytuacji z ręcznym działaniem w raporcie Zabezpieczenia i działania ręczne. Jeśli takiego działania nie ma, zrzucanie domen do pliku disavow częściej szkodzi, niż pomaga.

Czy da się zobaczyć, kiedy dany link się pojawił?

Nie bezpośrednio, raport nie ma wymiaru czasu. Historię trzeba zbudować samodzielnie, eksportując tabele co miesiąc i porównując kolejne pliki. To jedyny sposób, żeby wychwycić skoki i ubytki w profilu.