Google potwierdza przekierowania goto w linkach z wyników wyszukiwania

Google potwierdziło, że linki w wynikach wyszukiwania przestają prowadzić bezpośrednio do stron docelowych. Zamiast tego przechodzą przez pośredni adres w formacie google.com/goto?url=[zakodowany adres], a firma tłumaczy zmianę ochroną przed nadużyciami. Rollout, obserwowany od czerwca 2026 jako test, osiągnął pod koniec sierpnia niemal pełne pokrycie wyników.

Dla większości użytkowników zmiana jest niewidoczna: kliknięcie nadal prowadzi tam, gdzie powinno, tyle że po drodze pojawia się dodatkowy przeskok. Dla branży SEO to jednak jedna z najpoważniejszych ingerencji w warstwę techniczną SERP-ów od lat, bo dotyka trzech rzeczy naraz: scrapowania wyników, atrybucji ruchu w analityce i sposobu działania narzędzi do monitoringu pozycji.

Co dokładnie się zmieniło

Do tej pory link organiczny w wynikach Google wskazywał wprost na adres docelowy. Można było najechać kursorem, zobaczyć pełny URL na pasku statusu przeglądarki i skopiować go bez otwierania strony. Teraz w atrybucie href siedzi adres należący do Google, a właściwy cel jest zaszyty w parametrze url w postaci zakodowanej.

Alex Greenland, jeden z obserwatorów, którzy jako pierwsi opisali mechanizm, określił to kodowanie jako „custom base64-like”, czyli wariant base64 z własnymi modyfikacjami. Nie jest to zwykłe procentowe kodowanie URL, którego dałoby się trywialnie odwrócić po stronie klienta. Nikt spoza Google nie opublikował dotąd pełnej analizy schematu na poziomie nagłówków HTTP.

Efekt praktyczny jest taki: żeby dowiedzieć się, na jaką stronę wskazuje pozycja numer 4 w wynikach, nie wystarczy odczytać atrybut href. Trzeba wykonać zapytanie pod adres Google i podążyć za przekierowaniem. Jedno żądanie zamienia się w dwa, a przy dziesięciu wynikach na stronę to dziesięciokrotnie więcej połączeń do infrastruktury Google.

Oficjalne stanowisko Google

Google potwierdziło zmianę w komunikacie przekazanym redakcji Search Engine Land 26 sierpnia 2026. Firma napisała: „We have a long history of deploying technical measures against evolving forms of abuse, and we regularly take steps to protect our services and users”. W wolnym tłumaczeniu: mamy długą historię wdrażania środków technicznych przeciwko ewoluującym formom nadużyć i regularnie podejmujemy kroki, by chronić nasze usługi i użytkowników.

To sformułowanie jest celowo szerokie. Google nie mówi wprost o scrapingu ani o narzędziach SEO, nie wymienia żadnej firmy z nazwy i nie deklaruje, że przekierowanie służy zbieraniu danych o kliknięciach. Zwrot „evolving forms of abuse” pozostawia furtkę zarówno na boty scrapujące wyniki na skalę przemysłową, jak i na automatyczne pobieranie SERP-ów przez systemy AI.

Kluczowe fakty

Element Stan
Format adresu google.com/goto?url=[zakodowany cel]
Kodowanie celu Wariant zbliżony do base64, nieudokumentowany
Pierwsze obserwacje 23 czerwca 2026, pojedyncze zgłoszenia
Szersze doniesienia 8 lipca 2026, wtedy niemożliwe do odtworzenia przez większość testujących
Potwierdzenie Google 26 sierpnia 2026
Skala wdrożenia Blisko 100 procent SERP-ów w pomiarach z wielu adresów residential
Search Console Bez zmian, kliknięcia liczone jak dotąd
Wpływ na użytkownika Brak podglądu pełnego adresu przed kliknięciem

Skalę wdrożenia zmierzył Derek Perkins z firmy Nozzle, zajmującej się monitoringiem pozycji na dużą skalę. Według jego danych, opublikowanych na platformie X, przekierowanie pojawia się w praktyce we wszystkich wynikach pobieranych z wielu niezależnych dostawców adresów residential. Wykres, który udostępnił, pokazuje wyraźny wzrost udziału adresów typu passthrough w ostatnich miesiącach: od pojedynczych przypadków w czerwcu do niemal pełnego pokrycia w sierpniu.

Co to znaczy dla SEO

Monitoring pozycji staje się droższy

Narzędzia do śledzenia rankingów działają na prostym schemacie: pobierz stronę wyników, sparsuj listę adresów, dopasuj domenę klienta, zapisz pozycję. Przekierowanie goto łamie drugi krok. Adres w kodzie źródłowym nie zawiera już czytelnej domeny, więc dopasowanie po ciągu znaków przestaje działać.

Są dwa wyjścia i oba kosztują. Pierwsze to podążanie za każdym przekierowaniem, co mnoży liczbę żądań i wydłuża czas przetwarzania jednego SERP-a. Drugie to złamanie schematu kodowania i dekodowanie adresu lokalnie, co jest wykonalne, ale niesie ryzyko, że Google zmieni schemat i wszystko przestanie działać z dnia na dzień. Perkins skomentował sytuację krótko: „We just throw away those SERPs and fetch new ones”, czyli po prostu odrzucamy takie wyniki i pobieramy nowe.

Dla użytkownika narzędzia oznacza to prawdopodobnie jedno z trzech: opóźnienia w aktualizacji danych, luki w historii pozycji albo podwyżki cen. Ahrefs według doniesień już rejestruje nowy wzorzec w swoich danych.

Ryzyko dla atrybucji w GA4

To najmniej zbadany, a potencjalnie najbardziej dotkliwy obszar. Wszystko zależy od tego, jak przeskok obsługuje nagłówek Referer. Możliwe są trzy scenariusze:

  • Referrer przechodzi bez zmian. Analityka działa jak dotąd, ruch nadal ląduje w kanale google / organic. Zero konsekwencji.
  • Referrer zostaje przepisany. Pojawia się nowy wzorzec źródła, który trzeba zmapować w konfiguracji, inaczej ruch trafi do niewłaściwego kanału.
  • Referrer znika. Sesje przestają być rozpoznawane jako organiczne i lądują w (direct) / (none). To wariant najgroźniejszy, bo działa po cichu: żadnego błędu, żadnego alertu, po prostu przesunięcie liczb między kanałami.

Żadna publiczna analiza nie potwierdziła dotąd, który wariant zachodzi w praktyce. Warto jednak wiedzieć, jak wyglądałby objaw trzeciego scenariusza, bo jest charakterystyczny: kliknięcia w Search Console trzymają poziom, a jednocześnie sesje google / organic w GA4 spadają, przy równoległym wzroście ruchu bezpośredniego w tych samych dniach. Ta jednokierunkowa rozbieżność to sygnał do sprawdzenia, nie do paniki, bo równie dobrze może wynikać z blokowania skryptów czy zmian w zgodach na cookies.

Mechanizm jest zresztą znany. Google w swojej dokumentacji sama wskazuje przekierowania jako typową przyczynę gubienia informacji o źródle ruchu. Jeśli wcześniej analizowałeś ruch botów w logach, zestawienie logów serwera z danymi GA4 da tu najszybszą odpowiedź. Opisaliśmy to podejście w tekście o analizie logów pod crawlery AI.

Search Console pozostaje punktem odniesienia

Google potwierdziło, że dane w Search Console nie zmieniają się. To logiczne: GSC liczy kliknięcia w momencie ich wykonania na stronie wyników, jeszcze przed przeskokiem. GA4 liczy sesje dopiero po dotarciu użytkownika na stronę docelową. Te dwa systemy mierzą różne momenty i właśnie dlatego ich rozjazd jest tak dobrym testem diagnostycznym.

Praktyczny wniosek na najbliższe tygodnie: przy raportowaniu widoczności organicznej traktuj Search Console jako źródło prawdy dla kliknięć, a GA4 dla zachowania na stronie. Jeżeli te dwa zestawy zaczną się rozjeżdżać w sposób, którego nie tłumaczy sezonowość ani zmiany na stronie, sprawdź najpierw kanały, a nie treść.

Reakcje branży

Dominująca interpretacja w środowisku jest jedna: to ruch wymierzony w scraping wyników wyszukiwania, w tym w pobieranie SERP-ów na potrzeby trenowania i zasilania systemów AI. Przekierowanie samo w sobie nie blokuje niczego, bo bot równie dobrze może podążyć za przeskokiem. Podnosi jednak koszt operacji: mnoży liczbę żądań, dokłada opóźnienie i daje Google dodatkowy punkt pomiaru, w którym można zauważyć nietypowe wzorce ruchu.

Część komentatorów zwraca uwagę na inne wyjaśnienie. Podobny mechanizm redirectu Google stosuje od lat w sytuacjach, gdy JavaScript jest wyłączony, żeby mimo wszystko zarejestrować kliknięcie. Nowość polegałaby więc nie na wynalezieniu techniki, ale na jej rozszerzeniu na wszystkich, co byłoby przejściem z pomiaru po stronie klienta na pomiar po stronie serwera. Te dwa wyjaśnienia się nie wykluczają.

Timing jest o tyle wymowny, że wpisuje się w szerszy front. W lipcu sąd oddalił kluczowe zarzuty Google w sporze z SerpApi, dotyczącym legalności pobierania wyników wyszukiwania, o czym pisaliśmy w materiale o przegranej Google z SerpApi. Jeżeli droga prawna okazuje się wyboista, środki techniczne stają się naturalną alternatywą. Warto przy tym zauważyć, że Google mówi o „technical measures”, a nie o naruszeniu regulaminu, co jest ostrożnym doborem słów.

Pojawiają się też głosy sceptyczne wobec skuteczności. Poważni operatorzy scrapujący wyniki dysponują infrastrukturą, dla której dodatkowy przeskok to koszt, a nie bariera. Realnie ucierpią więc mniejsze narzędzia, projekty open source i zespoły SEO budujące własne skrypty monitorujące, czyli ci, dla których koszt zapytań ma znaczenie. To znany wzorzec: bariera techniczna rzadko eliminuje największych, za to skutecznie przerzedza pole.

Czego nie wiemy

Warto oddzielić fakty od domysłów, bo w pierwszych dniach po takiej zmianie łatwo o nadinterpretację. Potwierdzone jest: format adresu, sam fakt wdrożenia, skala bliska 100 procent oraz to, że Search Console pozostaje nietknięta.

Niepotwierdzone pozostaje: zachowanie nagłówka Referer, dokładny schemat kodowania, to czy Google zbiera przy okazji dodatkowe dane o kliknięciach, czy zmiana obejmie także wyniki w AI Mode i AI Overviews, oraz czy mechanizm ma charakter trwały, czy jest kolejnym eksperymentem, który zniknie równie cicho, jak się pojawił. Google testowało go dwa miesiące przed potwierdzeniem, co sugeruje raczej wdrożenie niż test, ale historia zna przypadki wycofania funkcji obecnych w SERP-ach przez dłuższy czas.

Nie wiadomo również, jak przekierowanie zachowa się przy specyficznych typach wyników: linkach do plików PDF, wynikach lokalnych, kartach produktowych czy pozycjach w sekcjach generatywnych. To obszary, w których warto prowadzić własne obserwacje.

Kontekst AIO: dlaczego to nie jest tylko sprawa SEO

Na pierwszy rzut oka przekierowanie dotyczy klasycznego SEO: pozycji, kliknięć i narzędzi monitorujących. Warstwa AIO jest jednak w tej historii równie istotna, choć mniej oczywista.

Systemy generatywne, które budują odpowiedzi w oparciu o bieżące wyniki wyszukiwania, potrzebują listy adresów do pobrania. Jeżeli ta lista przestaje być czytelna bez dodatkowego zapytania, koszt zasilania takiego systemu rośnie proporcjonalnie do liczby pobieranych wyników. Przy pojedynczym zapytaniu to różnica bez znaczenia. Przy milionach dziennie robi się z tego pozycja w budżecie.

To ustawia przekierowanie goto w jednym szeregu z innymi ruchami ostatnich miesięcy, w których dostęp do treści i do wyników przestaje być domyślnie darmowy. Zaostrzanie reguł dla botów, spory o legalność pobierania danych i teraz techniczna bariera na poziomie samego linku układają się w spójny kierunek: wyszukiwarka przestaje być otwartym źródłem, z którego można czerpać bez ograniczeń.

Dla właściciela strony ma to jedną praktyczną konsekwencję. Jeżeli budujesz widoczność w odpowiedziach modeli, coraz mniej możesz polegać na tym, że dotrą do Ciebie przez wyniki Google. Rośnie za to znaczenie kanałów, które kontrolujesz bezpośrednio: czytelnej struktury treści, poprawnych danych strukturalnych i jawnych reguł dostępu dla botów. To argument za tym, żeby traktować dostępność dla crawlerów AI jako osobny obszar, a nie efekt uboczny SEO.

Nie ma tu na razie żadnego sygnału, że Google zamierza rozszerzyć mechanizm na linki wyświetlane w AI Overviews czy AI Mode. Gdyby jednak do tego doszło, konsekwencje dla wydawców byłyby poważniejsze niż w klasycznych wynikach, bo cytowania w odpowiedziach generatywnych i tak są trudne do zmierzenia. Warto trzymać rękę na pulsie.

Co dalej i co zrobić teraz

Zmiana nie wymaga żadnych działań na samej stronie. Nie ma tu czego naprawiać w kodzie, w treści ani w konfiguracji serwera. To zmiana po stronie Google, która dotyka warstwy pomiaru, nie warstwy rankingowej. Nie jest aktualizacją algorytmu i nie powinna przesunąć pozycji.

Rozsądny plan na najbliższe dwa tygodnie wygląda tak:

  • Zrób punkt odniesienia. Zapisz udział kanałów google / organic i (direct) / (none) za ostatnie 30 dni. Bez tej linii bazowej nie odróżnisz efektu przekierowania od zwykłej fluktuacji.
  • Zestaw GSC z GA4 tydzień do tygodnia. Szukasz jednej konkretnej rozbieżności: stabilnych kliknięć w GSC przy spadku sesji organicznych w GA4.
  • Sprawdź, jak Twoje narzędzie monitoringu radzi sobie z nowym formatem. Zapytaj wprost dostawcę, jak obsługuje adresy goto. Luki w danych z przełomu sierpnia i września mogą pochodzić stąd, a nie ze spadku widoczności.
  • Nie wyciągaj wniosków z jednego tygodnia. Jeśli monitoring pozycji zacznie zwracać dziwne dane, najpierw wyklucz problem narzędzia, dopiero potem szukaj przyczyn na stronie.
  • Uważaj na własne zabezpieczenia przed botami. Zaostrzanie filtrów w odpowiedzi na zmianę może przynieść odwrotny skutek, o czym przypomina historia stron wypadających z Google przez ekran weryfikacji.

W dłuższej perspektywie warto obserwować dwie rzeczy. Pierwsza to reakcja dostawców narzędzi: czy zaczną publikować informacje o wpływie zmiany na dokładność danych i czy przełoży się to na cenniki. Druga to ewentualne rozszerzenie mechanizmu na wyniki generatywne, bo tam przekierowanie miałoby znacznie większe konsekwencje dla wydawców, którzy i tak walczą o widoczność cytowań w odpowiedziach AI.

Na razie najuczciwsza ocena brzmi: to zmiana infrastrukturalna o dużym zasięgu i niepewnym wpływie na pomiar. Nie wymaga reakcji na stronie, wymaga za to uwagi przy czytaniu raportów przez kilka najbliższych tygodni.

FAQ

Czy przekierowanie goto wpłynie na moje pozycje w Google?

Nie. To zmiana w sposobie budowania linków na stronie wyników, a nie w algorytmie rankingowym. Kolejność wyników pozostaje taka sama, zmienia się tylko adres, przez który przechodzi kliknięcie. Jeśli obserwujesz spadki pozycji w tym okresie, przyczyny szukaj gdzie indziej, ale najpierw sprawdź, czy Twoje narzędzie monitoringu poprawnie obsługuje nowy format adresów.

Czy stracę dane o ruchu organicznym w Google Analytics?

To zależy od tego, czy przeskok przekazuje dalej nagłówek Referer, a tego nikt publicznie nie potwierdził. Jeśli nagłówek przechodzi, nic się nie zmienia. Jeśli znika, część sesji organicznych może zostać zaklasyfikowana jako ruch bezpośredni. Objawem byłyby stabilne kliknięcia w Search Console przy jednoczesnym spadku sesji google / organic w GA4 w tych samych dniach.

Czy dane w Search Console są wiarygodne mimo tej zmiany?

Tak, Google potwierdziło, że Search Console działa bez zmian. Kliknięcia są liczone na stronie wyników, jeszcze zanim nastąpi przekierowanie, więc mechanizm ich nie dotyka. Na najbliższe tygodnie to najpewniejsze źródło danych o widoczności organicznej.

Dlaczego Google wprowadza takie przekierowanie?

Oficjalnie chodzi o ochronę przed nadużyciami. W praktyce większość branży odczytuje to jako utrudnienie automatycznego pobierania wyników wyszukiwania, w tym przez systemy AI i narzędzia analityczne. Dodatkowy przeskok nie blokuje scrapowania, ale podnosi jego koszt i daje Google punkt pomiaru, w którym łatwiej wykryć nietypowy ruch.

Czy muszę coś zmienić na swojej stronie?

Nie. Zmiana zachodzi w całości po stronie Google i nie wymaga żadnych modyfikacji w kodzie, treści ani konfiguracji serwera. Jedyne sensowne działanie to uważniejsze czytanie raportów analitycznych przez najbliższe tygodnie i zapisanie punktu odniesienia dla udziału kanałów, żeby móc wychwycić ewentualne przesunięcia.